Jaki jest cel mojej aktywności tutaj? 🙂 Przypomnę:
Nie robię tego, POMIMO że jest tak dużo treści z rozwoju osobistego.
Robię to, PONIEWAŻ jest tak dużo treści z rozwoju osobistego i rzeczywistość niektórych ludzi chciałbym chociaż trochę ODKŁAMAĆ.
Dzisiaj skupię się na istotnej cesze treści, zwłaszcza tych rozwojowych, publikowanych w sieci. Ta cecha pozwala odróżnić treści wartościowe od kiepskich, a także trenerów wiarygodnych od niewiarygodnych (lub znacznie mniej wiarygodnych). Nie jest bynajmniej to cecha jedyna, ale w moim osobistym odczuciu CO NAJMNIEJ JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH.
A jest to cecha bardzo prosta – kluczowe pytanie brzmi: czy treści publikowane przez trenera są JEGO WŁASNYMI TREŚCIAMI, wynikającymi z unikalnych DOŚWIADCZEŃ ŻYCIOWYCH, czy też są pewnego rodzaju “ŚREDNIĄ ARYTMETYCZNĄ” wszystkich treści, które napotkał po drodze, bez ŻADNEGO GŁĘBSZEGO POCHYLENIA SIĘ nad każdą z nich.
Oczywiście nie twierdzę, aby wynajdywać koło na nowo i negować wszystko istniejące (to kolejna patologia). Spotkałem się z tym kilkukrotnie, że ktoś twierdził, że stworzył “całkowicie nowy system terapeutyczny”, a po jego pobieżnej nawet analizie okazywało się, że w 90% korzysta on systemu opracowanego 100 lat temu, tylko że autor owego “całkiem nowego systemu” nie raczył się zapoznać z dorobkiem swoich “poprzedników” (Freud czy Mindell nie byliby zachwyceni tym określeniem), a wolał go całkowicie zanegować (“nie znam – nie lubię”) .
Sam korzystam (chociażby w live’ach, które już znacie) z wielu konceptów i nie uważam, aby było coś w tym złego. Wymienię choćby kilka:
* cybernetyczna perspektywa charakteru człowieka opisana przez Mariana Mazura
* system “voice dialog” integracji wewnętrznych osobowości
* idea zdrowej samooceny wg Nathaniela Brandena oraz jej filary
* wpływ dzieciństwa na kształtowanie się osoby dorosłej (np. z prac Virginii Satir)
* praca nad samoświadomością i odkłamaniem rzeczywistości (Brad Blanton, Jon Kabat-Zinn)
i wiele innych.
Różnica polega na tym, aby w tworzonych przez trenera treściach ISTNIAŁA PEWNA WARTOŚĆ DODANA, która według mnie może być DODANA na trzy sposoby (najlepiej wszystkie jednocześnie):
- połączenie abstrakcyjnego konceptu z książki z rozwiązaniem praktycznego problemu (np. pokazanie w jaki sposób praca z osobowościami może rozwiązać problem strachu przed ludźmi). Sprowadza się to do wdrożenia (w pewnym stopniu) abstrakcyjnego konceptu we własnym życiu i samo przejście od konceptu do rozwiązania generuje mnóstwo połączeń w mózgu (a zatem treści, które można potem przedstawić – np. co jest istotne, aby szybciej ten koncept zastosować, co przeszkadza, o czym nie pomyślałem zanim zacząłem itd).
- połączenie kilku konceptów w jeden, który pozwala rozwiązać jeszcze inny problem w sposób bardziej holistyczy (np. samooceny z mechanizmami obronnymi). Natomiast ten sposób nie polega na WYMIENIENIU (opisaniu) dwóch sposobów, on POLEGA na zwróceniu uwagi, jak oba koncepty WSPÓŁPRACUJĄ ze sobą, jakie są ich wspólne elementy, kiedy zastosować jeden, a kiedy drugi, czy są jakieś (pozorne lub faktyczne) sprzeczności między nimi itd.
- wytłumaczenie akademickiego/abstrakcyjnego konceptu w bardziej przystępny (ale nie spłycony) sposób. Tak np. książka Robina K. Coopera “Zejdź sam sobie z drogi” chociaż całkiem wartościowa, jest w moim odczuciu napisana bardzo ciężkim językiem (o czym chyba nawet sam autor – były żołnierz – wspomina) i w tym wypadku wartością dodaną byłoby przełożenie tego na bardziej praktyczne przykłady (oczywiście rozumiem, że ktoś może tę książkę odbierać zupełnie inaczej).
Niestety w wielu przypadkach zamiast wartości DODANEJ, mamy coś w rodzaju zniekształcenia wiedzy wziętej od innych i zazwyczaj wrażenie po takim szkoleniu/filmie to po prostu chaos – bo może były i momenty, kiedy koleś mądrze gadał, ale na końcu ZA BARDZO NIE WIADOMO, CO Z TĄ WIEDZĄ ZROBIĆ.
Takie coś może wynikać z kilku powodów:
- trener skupia się bardziej na marketingu, a nie lubi tworzenia treści (co jest zasadniczo OK – każdy szuka swojej drogi, natomiast warto się zastanowić, czy w takim razie nie lepiej by było promować wiedzę kogoś innego i za to otrzymywać wynagrodzenie)
- trener nie ma wystarczającego wglądu w siebie, aby ocenić co się w nim dzieje
- trener NIE PRAKTYKUJE WIEDZY czerpanej z teorii
- trener celowo zniekształca wiedzę, by była bardziej “modna” – np. trafiała w życzeniowe myślenie niektórych ludzi typu “(samo tylko) pozytywne myślenie może wszystko zmienić”
- trener po prostu NIE ROZUMIE konceptów na głębszym poziomie, skupia się tylko na powierzchni
- trener zakłada, że problemy wszystkich ludzi są takie same (jak jego problemy)
- trener nie odróżnia wskazówki wykonalnej (“skup uwagę na emocji, a nie na myśli”) od niewykonalnej (“musisz się wyluzować”)
- trener posługuje się nadmiarem konceptów mentalnych, co do których SAM NIE WIE, CO ZNACZĄ
- trener ma ciśnienie na bycie trenerem, ponieważ w jego środowisku (tak naprawdę w jego GŁOWIE) daje mu to wyższy szacunek. Można to zobaczyć w prosty sposób – poprzez przyjrzenie się JAK W SYMBOLICZNY SPOSÓB niektórzy PRÓBUJĄ SIĘ UPODOBNIĆ np. do swoich amerykańskich idoli.
Na koniec jeszcze metafora, której nauczył mnie Rafał (którego określam mianem mentora, chociaż on sam nie określa tak siebie). Tworzenie wartościowego contentu polega na metaforycznym “stawaniu na ramionach mistrza”. Nie jest to postawa negacji dorobku mistrza, ale nie jest to też postawa bezkrytycznego powtarzania po mistrzu (ani tym bardziej powtarzania po mistrzu w taki sposób, że widać, że się go nie rozumie). Jest to postawa wykorzystania dorobku mistrza do budowania czegoś swojego. A to można właśnie zrobić PRAKTYKUJĄC nauki płynące od kogoś innego.

