THE PARADIGM
W rozwoju zawsze przyświecała mi idea, aby dawać rozwiązania przełomowe, które pozwolą zmienić sposób myślenia o danym aspekcie życia, a nie jakiś zestaw wskazówek, które najpierw trzeba zapamiętać (bez zrozumienia), a potem siłą woli (również bez zrozumienia) wykorzystać.
Musimy zdać sobie sprawę z tego, że żyjemy w społeczeństwie, które:
- Uczy nas wypierania emocji
- Uczy (zwłaszcza mężczyzn, ale coraz bardziej także i kobiety) walki i samodyscypliny, a w każdym razie stawia te postawy na piedestale
- Zasiewa w nas ideę siłowego uczenia na pamięć, przez co nauka jest nieprzyjemna, nudna i nieskuteczna
- Kwestionuje, że charakter (np. takie cechy jak pewność siebie, samoocena, otwartość) mogą być przez nas zmieniane i na nowo kształtowane
Długo próbujesz, a poprawa jest ledwie zauważalna?
Powstało wiele szkoleń i warsztatów, z których część jest naprawdę dobra; sam brałem udział w wielu takich. Nie mam zamiaru twierdzić, że jestem jedyną osobą, która dobrze uczy rozwoju osobistego. Sam natrafiłem na świetnych mentorów, których na vlogu również Wam przedstawiam. Gdyby nie oni, nie byłoby mojej zmiany. Staram się uczestniczyć również w budowaniu społeczności rozwojowej i na tej drodze wspieram początkujących trenerów. Jednak niestety wciąż spora część wiedzy przekazywanej w społeczności opiera się na pewnych niekorzystnych (najdelikatniej mówiąc) wzorcach takich jak:
- Rozwój typu "tylko pozytywne myślenie”, który sugeruje odganianie siłą woli “złych” myśli, jako antidotum na wszystkie problemy
- “Amerykański” rozwój, który gloryfikuje sukces materialny, a jedynym celem rozwoju mentalnego jest wg niego osiągnięcie sukcesu materialnego
- Rozwój bazujący na budowaniu wizerunku “alfa”, zamiast uczenia porzucenia przywiązania do wizerunku w ogóle (bo to jest sposobem osiągnięcia pewności siebie)
- Rozwój bazujący tylko na konfrontacji z emocjami, bez żadnej mowy o integracji doświadczeń PO tej konfrontacji
Paradoks polega tutaj na tym, że rozwój osobisty powinien być antidotum na problemy, które niesie nowoczesny styl życia. Tymczasem te same problemy przeniknęły również do środowiska rozwojowego, tyle że w bardziej wysublimowanej formie. Rozwój, który miał być rozwiązaniem problemów, sam stał się ich nośnikiem. Czy to czegoś Wam nie przypomina?
Teachings that pointed the way beyond the dysfunction of the human mind, the way out of the collective insanity, were distorted and became themselves part of the insanity.*
To nie żadna ezoteryka, tylko namacalne problemy
- chcesz zacząć dzielić się swoimi przemyśleniami i prowadzić profil na mediach społecznościowych, ale boisz się, co powiedzą o Tobie znajomi lub boisz się hejtu nieznajomych
- boisz się wystąpić nawet przed małą grupą ludzi, bo uważasz, że się skompromitujesz i ludzie to zapamiętają
kiedy przyjmujesz coś od innych, to czujesz, że na to nie zasługujesz
nowe wyzwania zaczynasz już z poczuciem winy/konfliktu wewnętrznego, że zaplanowałeś coś, na co nie zasługujesz lub czego na pewno nie dasz rady zrobić
chcesz nawiązać nowe znajomości, poznać ludzi poza swoją pracą lub uczelnią, ale takie próby kończą się bólem brzucha ze stresu
masz obawy, aby prosić o pomoc kolegów i koleżanki z pracy, nawet kiedy wiesz, że chętnie by Ci jej udzielili
reagujesz nerwowo na komentarze pod Twoim adresem, widzisz w nich atak i obawiasz się ich
wycofujesz się, kiedy ktoś chce Cię lepiej poznać
boisz się zabrać głos, nawet kiedy masz rację
uczysz się tego, jak “być wygadanym”, ale w głębi duszy wiesz, że blokują Cię nie techniki, ale mindset
przytakujesz innym w rozmowie, nawet kiedy się z nimi nie zgadzasz i wewnętrznie czujesz się z tym źle
czytasz wpisy: “jak pokonać nieśmiałość“, “jak być pewnym siebie”, “jak stać się charyzmatycznym”
lub nawet osiągasz sukcesy i dostajesz od ludzi komplementy, ale one do Ciebie nie trafiają i powodują tylko większy dyskomfort …
…to z pewnością wiesz, jak takie sytuacje mogą zepsuć Ci nastrój na długo, a co gorsze zablokować Twój potencjał rozwoju. Może miewasz pretensje do siebie, że nie zrobiłaś czegoś w obawie przed krytyką lub oceną, a to mogłoby otworzyć Ci nowe drzwi.
Odkładasz na później próbowanie nowych rzeczy, swoje plany i marzenia, bo może kiedyś przyjdzie taki moment, że wreszcie poczujesz się z tym “OK”.
Może masz pretensje do siebie, że jesteś słaby?
Z zazdrością patrzysz na kolegów i koleżanki, które radzą sobie w tych sytuacjach i myślisz sobie “jak to jest, że mają odwagę przełamywać się w tych sytuacjach, a mnie ciągle na to nie stać”? Jednak gdy oni mówią Ci, jak sobie radzą, do Ciebie to nie trafia i nie jesteś w stanie robić tego samego co oni. Może nawet wyciągasz z tego smutny wniosek “to ze mną coś jest nie tak, jestem po prostu zbyt emocjonalny i wrażliwy, taki po prostu jestem”.
Czasem nie chcesz nawet mówić o tym problemie, bo masz poczucie, że totalnie nikt tego nie rozumie. W końcu dochodzisz do wniosku, że sam siebie nie rozumiesz.
Jakie są nieskuteczne rozwiązania
Zapewne myślisz o tym, że chciałbyś od życia więcej, niż tylko codziennej egzystencji, chcesz je aktywnie kształtować, by dawało ono Tobie codzienną radość i spełnienie, i by tą radością móc się potem dzielić z innymi.
Jeśli tak, to pewnie szukałeś już rozwiązań tego problemu, być może u znajomych, na szkoleniach lub w sieci. Ale rozwiązania, które Ci proponowano nie zadziałały, albo zadziałały tylko na moment. Możliwe, że dały Ci 5 procent rozwiązania. Nie tego oczekiwałeś.
Mamy dla Ciebie dobrą i złą wiadomość…
Zacznijmy od złej.
Poczucie własnej wartości i pewność siebie, których tak bardzo potrzebujesz, są jednymi z najbardziej błędnie rozumianych koncepcji w psychologii, w szczególności w obiegowej opinii. Na to nakładają się jeszcze elementy przekazu medialnego, popkultury i perfekcjonistycznego ducha naszych czasów.
W rezultacie działania, które miały być rozwiązaniem problemu same stały się jego częścią – jest to tylko nieco bardziej zakamuflowana forma powtarzania tych samych opresyjnych mitów.
Coraz więcej osób, kierowanych przez lęk, wstyd i swoje własne wymówki ucieka od wizji, którą chciałoby urzeczywistnić, utrzymując się w stagnacji, która, jeśli wystarczająco długo pielęgnowana, może doprowadzić tylko do jednego – olbrzymiego rozczarowania.
Jednak chociaż lęk, wstyd i tworzenie wymówek, są powodami, dla których nie podejmujesz tak istotnego dla siebie działania, nie są powodami ostatecznymi.
Same w sobie te rzeczy zostały spowodowane przez niezrozumienie fundamentalnej zasady rządzącej Twoim umysłem.
Przezwyciężenie lęku, wstydu i zrezygnowanie ze swoich wymówek brzmią jak godne polecenia i wzniosłe działania, jednak nie mogą one ostatecznie doprowadzić do sukcesu, dopóki nie nastąpi fundamentalna zmiana świadomości.
Ty jesteś tą zmianą.
Jakie rozwiązanie my mamy i dlaczego ono się różni
Dobra wiadomość.
Chociaż w wielu obszarach ludzie słusznie zdiagnozowali, że problem z poczuciem wartości leży u podstaw większości blokad, to jednak wciąż nie potrafili zaproponować skutecznego rozwiązania tego problemu.
Jednak oni o tym nie wiedzą. Cała mechanika tego procesu, cała ta droga została przez nas rozbrojona i wyjaśniona. Wyjście z sytuacji może i powinno wieść drogą bez opresji względem siebie, a wręcz z założenia jest procesem który od niej uwalnia. To jest to, co proponujemy Ci zrobić inaczej.
Dzieje się tak dlatego, że problem z poczuciem wartości jest spowodowany przyjęciem serii błędnych założeń wobec życia, siebie i świata, które sprawiają że błędnie interpretujemy niemal każde wydarzenie.
Obiegowe rozwiązania nie mogą okazać się skuteczne, tak długo, jak długo same w sobie opierają się na tych samych błędnych założeniach, które są przyczyną problemu.
1. Samodyscyplina
Działanie za pomocą samodyscypliny polega na “pokonywaniu się”, działaniu mimo odczuwanych trudnych emocji oraz dawaniu sobie różnego rodzaju wymyślnych nagród (i kar) za wykonanie/niewykonanie działania.
Choć okresowo takie działania mogą się okazać skuteczne, na dłuższą metę nie jest to rozwiązanie. Nie dociera to do źródła problemu.
To nie działa tak, jak niektórzy wmawiają: “wytrzymaj, pooddychaj, przyjdź do domu i wszystko przejdzie”. A przekonania zmienią się same. Czasem tak, zazwyczaj – nie.
Dodatkowo sprawia to, że mówisz sobie: “to co czuję nie ma znaczenia, to jest nieważne, to przeszkadza mi osiągać moje cele”. To na dłuższa metę zaburza poczucie wartości, ponieważ wypływa z założenia, że jest jakiś element w Tobie, który trzeba chować i zwalczać, a najlepiej całkiem usunąć.
I oczywiście tak, są pewne zachowania których być chcesz się pozbyć. Tylko że to są zachowania a nie uczucia ani części siebie. I to jest bardzo ważne rozróżnienie.
2. Budowanie zewnętrznych atutów
I tutaj absolutnie nie jest niczym złym budowanie własnego majątku, poszukiwanie atrakcyjnej partnerki czy partnera (jeśli ktoś, rzecz jasna, związku pragnie), czy też rozwijanie swoich technicznych umiejętności.
Wszystkie te rzeczy składają się na jakość życia, dają nam wspaniałe możliwości jego doświadczania.
Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze budowanie zewnętrznych atutów może być spełniające i być jak najbardziej rozsądną decyzją (jeśli już miałbym się pokusić o jakąś ocenę tego). Sęk w tym, że te zewnętrzne przymioty nie powinny stanowić WARUNKU do dania sobie akceptacji i wsparcia, nie powinny być wymaganiem do czucia się “OK”.
Dodatkowo, i wielokrotnie to widziałem, dzieje się coś jeszcze, kiedy poczucie wartości jest oparte tylko na tych przymiotach. U osób, u których tak jest, widać usilną chęć pokazania innym tych atutów (i to jak najszybciej), ponieważ są one warunkiem koniecznym, by dać sobie przyzwolenie na swobodne zachowanie (i zaakceptowanie siebie w relacji).
Po drugie, desperacja i niechęć do siebie, choć na moment mogą być motywacją do działania, na dłuższą metę sprawiają, że nawet jeśli podejmujemy właściwe (technicznie, praktycznie) działanie, płynie ono ze złego miejsca. I często wcale nie prowadzi do osiągnięcia tych zewnętrznych atutów, a jedynie powoduje wewnętrzne sabotaże.
3. Płytkie logiczne pytania (i płytkie odpowiedzi)
Jako, że sam w społeczności rozwojowej pojawiłem się już lata temu, widziałem wiele nieskutecznych prób rozwiązania tego problemu w oparciu o logiczne dysputy.
Na przykład niektóre osoby, dowiedziawszy się od trenerów, że człowiek myśli schematami (a jakże), próbowali następnie podważać każde możliwe przekonanie, bazując na tym, że “przecież to schemat”.
Inni stosowali metodę “i co z tego”, która rzekomo miała udowadniać, że wszystkie obawy, w tym te związane z lękiem przed oceną, są ostatecznie absurdalne.
Jeżeli po którymś pytaniu, klient/kursant odpowiada “czuję się paskudnie, całe moje życie wydaje się bez sensu i wszystkie sytuacje interpretuję na swoją niekorzyść”, to nie (drogi trenerze rozwoju), nie pytamy wtedy kursanta kolejny raz “i co z tego”.
Nawet jeśli, od strony analitycznej to byłby dobry kierunek, to najpierw trzeba zbudować gotowość do tego, żeby uczestnik swoje dość prywatne i ukryte myśli ujawnił. Zbudować tą gotowość w nim, a także nie oceniać i nie ramować jego odpowiedzi krytycznie. To są opresyjne metody, my takich nie stosujemy, i mówimy im “nie”.
Zresztą (na szczęście!) wiele osób, tak pytanych w końcu włącza jakiś mechanizm obronny i nie udziela faktycznej płynącej z głębi odpowiedzi. Więc pracuje się wtedy na wymówkach, a nie realnych problemach, co jest stratą czasu (ale przynajmniej nie retraumatyzuje)
Trener jednak jest zadowolony, bo raz po raz rozbija kolejne wymówki, a kursant zadowolony, bo cieszy się, jak wiele wymówek już pokonał. To, że nie dotknął prawdziwego problemu, to nieważne…
Kiedy na finiszu kursantowi braknie już wymówek, trener traktuje to jako kapitulację i swoje zwycięstwo, a kursant ze zdziwioną miną idzie do domu, bo jak to jest, że wszystkie rozmówki zostały rozbite, a on dalej nie czuje się dobrze wykonując działanie?
Na koniec tego akapitu, warto dodać, że logiczne dysputy nad problemem są konieczną częścią rozwiązania, jednak nie polegają na “przypieraniu do muru”. Polegają na przyjaznym współtowarzyszeniu, wspólnym przyglądaniu się, jak klient konstruuje obraz siebie i świata. W dalszym etapie można to sprawdzić z rzeczywistością i w razie czego zacząć zmieniać – na bardziej praktyczne.
4. Afirmacje
To jest inna historia, znana mi głównie ze środowisk rozwoju osobistego, które chwalą się, że umieją takie problemy rozwiązywać.
Ich zdaniem rozwiązanie problemu polega na wmawianiu sobie na siłę, na przykład przed lustrem, czytając z listy albo nagrywając na taśmę “dobrych przekonań odnośnie siebie”.
I teraz warto rozróżnić dwie rzeczy. U osób z bardzo dużą tendencja do negatywnego myślenia i czarnowidztwa, pewne metody na tym oparte mogą być skuteczne. Przypominają im, że ich myśli są automatyczne i mogą być zastąpione. Na przykład zamiana myśli “na pewno zaraz stanie się coś złego, zawsze dzieje się coś złego” na “siedzę w bezpiecznym domu, a przy mnie są najbliżsi” może mieć duży sens.
Natomiast nie jest to w żadnym razie metoda do budowania obrazu siebie. Szczególnie kiedy ktoś proponuje Ci wmawianie sobie afirmacji skrajnie odbiegających od tego, czego doświadczasz.
Dodatkowo, warto wiedzieć, że w przypadku cech narcystycznych, które ma większość osób w naszej kulturze (bo ta kultura je mocno promuje), takie działanie powoduje nasilenie problemu.
W przypadku narcystycznego myślenia, powstają w głowie dwa wizerunki siebie – wadliwy, z którym staramy się walczyć oraz wyidealizowany, który jest (rzekomym) narzędziem tej walki. Rozwiązanie problemu to zauważenie, że zarówno jeden, jak i drugi jest wynikiem uproszczeń i iluzji naszego umysłu. I na tym polega wyzwolenie.
Rozwiązaniem problemu nie jest zamiana jednej bajki o sobie, na drugą bajkę o sobie, tylko eliminacja nadmiernego przywiązania do bajki (historii, narracji) o sobie.
Jeszcze większym absurdem, który się często powtarza, jest twierdzenie, że oto wmawianie sobie tej drugiej bajki jest sposobem na zwiększenie pewności siebie…
Nie. Pewność siebie wynika z tego, że nie masz w relacji historii do bronienia. Możesz chronić w relacji siebie, swoich wartości i granic (i zdecydowanie warto!), ale nie musisz bronić historii swojego umysłu. Tymczasem, jeśli wmawiasz sobie różne rzeczy, aby poczuć się lepiej, to nie tylko nadajesz rangę swojemu (wyimaginowanemu) wizerunkowi, ale jeszcze sprawisz, że masz więcej do bronienia. Musisz już nie tylko obronić swój wizerunek, ale jeszcze do tego afirmacje, które sobie wmówiłeś, żeby go lepiej podtrzymać.
Jak zatem wygląda sytuacja teraz?
Czy to jest tak, że Ty pewności siebie nigdy nie masz?
Prawdopodobnie tak nie jest. Jeśli znasz już wcześniej ludzi, albo wiesz, że masz jakieś konkretne zasoby, które dana grupa uważa za ważne (np. osiągnięcia w danej dziedzinie), to wtedy zwykle jest Ci łatwiej.
Czyli jesteś w stanie łatwiej nawiązywać kontakty w takim środowisku, proszenie o pomoc jest wtedy OK, czujesz się też dobrze, żeby się nawet z kimś nie zgodzić, wykazujesz zainteresowanie innymi osobami, czy pozwalasz sobie na poczucie humoru.
Czyli krótko mówiąc robisz (tylko i aż) tyle, żeby ludzie mogli poczuć “ta osoba czuje się tutaj OK, czyli pewnie zna swoją wartość i my możemy jej (do pewnego stopnia) zaufać”.
I to jest w tym najważniejsze, ponieważ Ty nie musisz niczego ROBIĆ, żeby to się działo. Niczego dodatkowego, na co nie masz ochoty, można powiedzieć “to się po prostu dzieje”, nie wymaga jakiegoś wysiłku. Nie ma tam jakiegoś ciągłęgo “wychodzenia ze strefy komfortu”, nie ma walki, nie ma “pokonywania siebie”.
I to jest bardzo ważne, ponieważ inne osoby widzą to, że nie ma w Tobie tego wysiłku. Nie ma usilności w Twoim zachowaniu, żeby się z jakiejś strony pokazać, takie myśli nie powstają, a nawet jeśli powstają są ignorowane i one nie kierują Twoim zachowaniem. I to jest to, co większość osób nazywa “po prostu byciem sobą”. To. Na tym to polega.
W środowisku rozwojowym i na blogach toczą się niekończące dyskusje na temat tego, czy warto być sobą, czy nie warto, że przecież jeśli masz złe nawyki, to warto jednak sobą nie być i tak dalej. Ludzie tego słuchają i wyrabiają sobie opinię na temat, którego w ogóle nie rozumieją.
Oczywiście, że jeśli masz np. niezdrowe nawyki, nie wysypiasz się, albo masz pracę, której nienawidzisz, to wstań i działaj, żeby to zmienić. Przynajmniej moim zdaniem tak będzie lepiej (ale to nie o tym warsztat). ALE! To co ludzie opisują jako “bycie sobą” nie jest tego przeciwieństwem! Bo to w ogóle nie o to chodzi!
W tym kontekście bycie sobą polega na tym, że Twoja uwaga jest skierowana na:
szczerą chęć poznania innych ludzi
chęć podzielenia się z nimi swoim przeżyciem
chęć uzyskania jakiejś informacji lub zgromadzenia jakichś informacji z różnych stron
zabawę (jeśli kontekst spotkania na to pozwala i Ty tego chcesz)
radość z bycia w interakcji
Idąc dalej “bycie sobą” oznacza, że Twoja uwaga NIE JEST skierowana na:
chęć wywarcia wrażenia na drugiej osobie
chęć przekonania innej osoby, że nie składam się z samych wad
chęć szybkiego przypodobania się komuś, by uwolnić z siebie napięcie
robienie wszystkiego, by uniknąć (bliżej niezdefiniowanej) gafy
Na jeszcze subtelniejszym poziomie efektem “nie-bycia sobą” może być
wyraźna zmiana mojego nastawienia/napięcia po komplemencie ze strony pewnej osoby
lęk przed niektórymi osobami (którym np. nadany jest wysoki status w naszej głowie) już na sam ich widok
obawa przed tym, że ktoś z takich osób mógłby (nawet omyłkowo) pomyśleć o Tobie coś złego i usilna próba korygowania tego
wewnętrzna potrzeba wysokiej responsywności względem osób, którym nadajesz w głowie wysoką rangę
W tym obszarze mógłbym się zgodzić z rozwojowym nurtem “Alfa”, że wiele najpiękniejszych rzeczy w życiu wymaga sporej pewności siebie. Jako przykłady mogę podać podążanie swoją ścieżką, naprawdę głębokie połączenie z innymi osobami czy sukcesy sportowe (u mnie na amatorskim poziomie). Lecz pewności siebie nie uzyskujemy poprzez dodanie do siebie nowej kurtki, czy nowego rozwojowego przekonania, tylko przez porzucenie wiary w absurdy, które wmówiło nam programowanie społeczne.
You do not become good by trying to be good, but by finding the goodness that is already within you, and allowing that goodness to emerge*
Niestety wielu ludzi idzie z tym za daleko i zaczyna negować wszystko, czego się nauczyli, włącznie z podważeniem zaufania do naukowców, lekarzy, terapeutów, a nawet rodziny. Nie twierdzę, że w każdej z tych ról nie znajdą się czarne owce, jednak negowanie wszystkich z pewnością nie jest słusznym rozwiązaniem. Wyzwolenie z programów społecznych nie jest i nie może być hurtową operacją usunięcia całej wiedzy i doświadczeń z przeszłości. Musi być umiejętnym i wyważonym procesem, który odtwarza i dekonstruuje to, co się stało. Następnie możemy wybrać, w którą z rzeczy chcemy dalej wierzyć, a w którą już nie.
Jeżeli podejdziemy do problemu siłowo, zamiast ze zrozumieniem, wyrzucimy ze swojego życia nie tylko toksyczne programy społeczne, ale także (pozytywne) zasoby, takie jak empatia, kalibracja, porządek i charyzma.
To nie jest coś, czego nauczysz się od większości trenerów na rynku. Oni o tym nawet nie wiedzą.
Takie sygnały wyluzowania lub spięcia będą wychodziły również na poziomie mowy ciała (i tonu głosu). Stąd pojawiały się swego czasu pomysły na rozwiązanie problemu z pewnością siebie poprzez symulowanie mowy ciała osoby pewnej siebie. Chociaż z założenia wydawałoby się do dobrym i sprytnym pomysłem, to jednak zawiera ono fundamentalny błąd koncepcyjny. Istnieją pewne szczególne momenty, w których umysł rejestruje zmianę mowy ciała danej osoby. Nie całościowa mowa ciała wpływa na to, jak odbieramy status innych osób, ale to, jak zareagowali oni (mową ciała) w określonych momentach (zwanych testami statusowymi). I problem jest w tym, że to są przeważnie momenty, które najmniej kontrolujemy siłą woli i w których najmniej pamiętamy o tym, by zachować odpowiednią mowę ciała. [i my Ci to na warsztacie pokażemy]
Ten rodzaj działań, oparty o modyfikację mowy ciała za pomocą siły woli zaliczyłbym do kategorii “działań opartych o samodyscyplinę”. To jest kolejna rzecz, która obnaża ich nieskuteczność. Skoro w tym wszystkim główną rolę gra bezwysiłkowość i luz, to oznacza, że tego praktycznie nie da się udawać (*z wyjątkiem przeszkolonych aktorów – niemniej ich szkolenie zawiera pewne mało znane elementy, podobne zresztą do tych, jakie pokazujemy na warsztacie). Nie można zwiększyć poziomu luzu poprzez samodyscyplinę. Nie można podejmując wysiłek, zmniejszyć jego poziom.
I teraz, to wszystko o czym jest mowa, wiele osób będzie nazywało pewną wibracją, energią, aurą i tak dalej. To się może zdarzyć i nie obrażałbym się, gdyby tak to ktoś opisywał. Jest dla mnie nawet logiczne, dlaczego ludzie takich słów używają. Ponieważ jest to opis tego, JAK SIĘ CZUJĄ w towarzystwie innej osoby, bez wnikania w szczegóły (lub bez wiedzy i zrozumienia) z CZEGO WYNIKA to, jak się czują. Czyli jest “coś co na mnie mocno wpływa” + “coś, czego nie umiem wyjaśnić”, to większość osób myśli sobie “to słowo aura, vibe dobrze do tego pasuje”.
I niech sobie tak będzie, jeśli ktoś lubi tak mówić, i nie ma zamiaru tego wyjaśniać, to w porządku. Nie ma takiej potrzeby. Czy Ty jeśli czujesz się dobrze w towarzystwie kogoś, musisz uzasadniać, co takiego robi, że się tak dzieje? Nie, Zwykle się tym cieszysz i tyle.
Natomiast warto jedną rzecz nadmienić. To, że wiele osób tak to nazywa, nie znaczy, że nie można dokładnie wskazać i opisać pewnych zachowań i postaw, a także sposobu myślenia i konstruowania świata takiej osoby.
I być może dlatego, że wiele osób nazywa to vibem, inni próbują uzyskać, odtworzyć ten sam efekt przez jakieś rodzaje pracy z wibracją, których sami dokładnie nie rozumieją, albo chodzą do różnych dziwnych osób, które reklamują, że zajmują się taką pracą z energią/wibracją. Czasem też medytują, czytają książki o buddyzmie (co, swoją drogą, może być pomocne), jednak dziwią się, że ich wzrost energetyczny jest tylko krótkotrwały albo nie następuje wcale. Często też nie wiedzą właściwie, jakiego rodzaju “wzrostu” mieliby oczekiwać.
Zmiana zewnętrzna vs głęboka zmiana wewnętrzna
Jednak w całym koncepcie “bycia sobą” jest i pewne słuszne spostrzeżenie. Mogłoby się wydawać, że posiadanie atutów takich jak wygląd uznawany społecznie za atrakcyjny, pieniądze czy sława sprawiają, że robimy wspomniane wyżej rzeczy bezwysiłkowo, a ich brak sprawia, że nadmiernie się staramy. To może też być co innego, na przykład pewne umiejętności lub zasoby pożądane w jakiejś grupie społecznej.
Warto jednak zauważyć, że te przymioty same w sobie nie są odpowiedzialne za naszą pewność siebie, one sprawiają jedynie (i aż), że dajemy sobie przyzwolenie na pewne działania, na czucie się ze sobą “OK”. Na skierowanie uwagi na ludzi i relacje, a nie na wizerunek samego siebie.
I teraz jest trochę tak, że jeśli dasz sobie to przyzwolenie, to często ludzie, odpow odpowiedzi je potwierdzą. I powstanie pewne zamknięte koło – bo skoro ludzie to potwierdzą i zaakceptują, to Ty powiesz sobie “aha, no to mogę się tak zachowywać”. I przyzwolenie zostanie potwierdzone. Dla takich osób, na przestrzeni życia powstają przekonania:
nowo poznani ludzie traktują mnie dobrze
relacje są przyjemne
mogę się zachowywać wśród ludzi swobodnie
Natomiast jeśli ktoś tego przyzwolenia sobie nie daje i “zamyka się”, to często ludzie reagują na to pewnym wycofaniem, być może też nie doceniając tej osoby. Powstaje zatem potwierdzenie tego, że
nowo poznani ludzie traktują mnie źle
relacje są trudne
nie mogę się zachowywać wśród ludzi swobodnie
Jest jeszcze coś. Jeżeli zaczynamy odbierać pierwsze oznaki braku zainteresowania, albo wręcz niechęci (nawet jeśli ktoś wysyła je nieświadomie, miał co innego na myśli, albo spreparował je celowo by czekać na naszą reakcję) to zmienia od razu naszą percepcję. Każdy człowiek ma w mózgu pewien element, który odpowiada za selektywną uwagę. Nazywa się on tworem siatkowatym.
Ponieważ w ciągu całego życia, nawet jeśli mamy dopiero 25-30 lat, zdobywamy bardzo dużo informacji i doświadczeń, nie jesteśmy w stanie skoncentrować się i wyciągać z nich wniosków jednocześnie. Musimy coś wybrać i tego dokonuje mechanizm zwany selektywną uwagą, którą zarządza twór siatkowaty.
Kiedy odbieramy negatywne sygnały, zaczynamy bardziej zwracać uwagę na swoje zachowanie (mówiąc kolokwialnie “bardziej uważać”), by nie popełnić błędu, a także zaczynamy być dla siebie coraz bardziej krytyczni, zwracając uwagę na każde swoje niedociągnięcie. Czy tych rzeczy wcześniej nie było? Nie. Ale wcześniej nie przeszkadzały nam i innym, teraz jednak zaczęliśmy się na nich skupiać. To w efekcie prowadzi do wzrostu napięcia i wysiłkowości, do tym bardziej aktywnego zabiegania o aprobatę innych. Tak (w dużym uproszczeniu) działa selektywna uwaga.
To tłumaczy, dlaczego na temat pewności siebie, zwłaszcza, kiedy mówimy o pewności siebie wśród ludzi, opinie są skrajnie różne. Jedni mówią, że właściwie nie ma tutaj nawet czego się uczyć, bo to po prostu się dzieje, a inni, że nie da się tego nauczyć, bo to jest skrajnie trudne. To kto ma rację?
I jest jeszcze inne pytanie – czy jeśli szedłem w życiu jedną drogą, mogę przeskoczyć teraz na tę drugą?
Mogłoby się więc wydawać, że zewnętrzne przymioty są potrzebne, bo one były na początku. Potem wszystko poszło już siłą rozpędu, ale zaczęło się od tego, że ktoś miał jakiś atut, w oparciu o niego zachowywał się w sposób wyluzowany, co komunikowało pewność siebie i “ugruntował” pewną pozycję w grupie.
Bardzo upraszczając można by powiedzieć:
na początku był pewny siebie, bo miał jakiś zewnętrzny atut
potem był pewny siebie, bo miał pozycję, którą miał bo wcześniej był pewny siebie
I patrząc na to powstaje dosyć logiczne pytanie: to czy nie można wyeliminować tego pierwszego elementu i po prostu zachowywać się w sposób pewny siebie, a potem wszystko się potwierdzi…?
W tym miejscu wchodzą zazwyczaj propagatorzy “bycia sobą” i mówią: “to jest właśnie odpowiedź, kiedy byłbyś od początku sobą, wszystko by się potwierdziło. Nie potrzebujesz tamtych rzeczy, ponieważ Ty wystarczysz”.
No dobrze, ale w jak dać sobie (spowrotem) przyzwolenie, które sam sobie zabrałem? Jak dać sobie na początku ten luz? Jak ja mam czuć, że “ja wystarczę”?
Zanim odpowiem, wspomnę jeszcze o jednej rzeczy. Jeżeli źródłem przyzwolenia jest cokolwiek zewnętrznego to:
sprawia to presję, by to coś szybko ujawnić
jeśli ktoś pokazuje, że nie robi to na nim wrażenia, to pozostajemy bezsilni
zawsze może znaleźć się ktoś, kto ma więcej danego atutu (np. lepszy wygląd i wtedy na powrót odbieramy sobie przyzwolenie)
pojawia się obawa przed utratą atutu, a więc jest więcej do bronienia, co zmniejsza poczucie pewności siebie
nawet jeśli udaje się nam przekonać ludzi do siebie, to mamy wrażenie, że nie są oni zainteresowani NAMI, naszą głęboką istotą, ale naszym zewnętrznym atutem
Nie prowadzi zatem do powstania głębokiej pewności siebie, ponieważ pod płaszczykiem zewnętrznego luzu, wciąż czai się niepokój o utratę atutów, a za tym, jak klocki domina poleci status, pewność siebie, poczucie wartości i wsparcie dla samego na siebie.
To jest błędne koło w skali mikro.
Jest jeszcze analogiczne błędne koło w skali makro.
Bo tkwienie w poczucie wadliwości i bezradności zazwyczaj prowadzi do znacznego ograniczenia osiągnięć. Osiągnięcia oczywiście nie są wymagane do pewności siebie, o czym była już mowa, ale dopóki ktoś o tym nie wie, to zabiera sobie przyzwolenie nie mając atutów, więc właściwie są one wymagane.
Ten skumulowany przez długi okres brak osiągnięć prowadzi do wniosków, że życie jest trudne i frustrujące a ja jestem w nim przegranym.
Zabieram sobie dostęp do zasobów, aby chronić się przed konfrontacja
To się potwierdza i ludzie mnie ignorują lub nie ufają mi, widząc niespójność
Ja to biorę do siebie i to potwierdza mój obraz siebie, że mogę sobie pozwolić tylko na tyle.
Dodatkowo prowadzi do rozpaczliwych aktów proszenia ludzi o potwierdzenie że jednak jestem czegoś wart ale ludzie tego nie łapią, bo widzę w nas desperację i koło się nakręca jako życie bez nadziei z rzadkimi desperackimi próbami wybrnięcia.
KLUCZEM JEST PRZERWANIE TEGO CYKLU I O ILE MI WIADOMO NIE JEST TO NIGDZIE PORZĄDNIE UCZONE.
To czego my uczymy na tym warsztacie, to przerwanie tego cyklu w wielu miejscach i napędzenie go w dobrą stronę.
Jakie jest zatem rozwiązanie problemu?
Zauważenie że konstrukcja obrazu siebie jakiej się nauczyliśmy z socjalizacji jest na dłuższą metę błędna i zbyt sztywna.
Kwestionowanie myśli przez zrozumienie ich natury. Zrozumienie narracji rzeczywistości, jak one powstają i jak się mają do samej rzeczywistości.
Rozbrojenie połączenia między informacją zwrotną z otoczenia a modyfikacją obrazu siebie (decoupling, uncoupling) oraz przyzwoleniem
Nauczenie się dawania przestrzeni emocjom, aby stały się znośne.
Zaplanowanie budowania cyklu w dobrą stronę
Zbudowanie trwałych i realnych filarów podparcia obrazu siebie w oparciu i mierzalne efekty i zewnętrzne konsekwencje, a nie czyjeś zdanie.
Każdy z tych punktów można by rozwijać i podać przykłady, jednak pracę nad tym pozostawiamy już na warsztat.
Co się stanie, kiedy uda Ci się wcielić te 6 punktów w życie?
Trudno oczekiwać, że nagle staniesz się tak pewny/pewna siebie, że wszyscy natychmiast zauważą zmianę i będą traktować Cię inaczej. To by było dawania naiwnych obietnic bez pokrycia.
Na początku, może się jeszcze zdarzać, że krytyka będzie Cię boleć, zwłaszcza, gdy ktoś wskaże coś, co naprawdę robisz źle i na czym jednocześnie Ci zależy. Różnica będzie polegała jednak na tym, że tego typu słowa nie będą już dotykały Ciebie na głębokim poziomie i godziły w obraz siebie.
A jeśli nawet pojawią się myśli “jestem beznadziejny” itd., będziesz w stanie zauważać to, jako część procesu i zignorować.
Po pewnym czasie myśli te będą się pojawiać coraz rzadziej, a Ty będziesz doświadczać coraz bardziej stabilnego stanu. To sprawi, że eksponowanie się na ocenę, czy krytykę nie będzie już ryzykiem, bo Ty będziesz wiedzieć, że nic złego nie może się stać. I to znowu zwiększy pewność siebie, bo pewność siebie to przeciwieństwo obaw.
Nauczysz się także, jak sprawdzać rzeczywistość na własną rękę, by nikt inny, nie był w stanie “zaczarować Cię” swoim obrazem świata i Ciebie i narzucić tego, jak Ty masz patrzeć na siebie.
Twój umysł będzie całkowicie zwolniony od myślenia “jak wypadam”, “jak mnie ocenią”, a to sprawi, że mnóstwo uwagi będzie kierowane na sytuację, która się dzieje. Dzięki temu bardzo często będziesz w stanie dobrać optymalne słowa i zachowanie do sytuacji, zupełnie bezwysiłkowo, a ludzie będą zaskoczeni, jak świetnie i łatwo odnajdujesz się w każdej sytuacji.
Jeżeli czujesz, że to o Tobie, że masz wrażenie, że w końcu ktoś zrozumiał, o co w tym wszystkim NAPRAWDĘ chodzi, to nie czekaj. Zapisz się na listę tutaj!
Dla kogo to jest?
dla osób chcących podjąć głębszą pracę nad sobą, a wręcz czekających na taką
dla osób chcących poprawić swoje relacje z innymi
dla osób chcących zwiększyć swój poziom luzu w spotkania towarzyskich
osób przesadnie krytycznych względem siebie
osób, które mają dość nieskutecznych rad w pracy z lękiem przed oceną
Dla kogo to nie jest?
dla osób, chcących stać się kozaczkiem i szpanerem
dla osób poszukujących łatwych fixów
dla osób, chcących załatwić sprawę przez manipulację innymi
dla osób, które czekają na rozgrzeszenie ich działania, a nie na autentyczne wsparcie
FAQ
Po pierwsze, aby na to odpowiedzieć należałoby się zastanowić, co w ogóle zmierzyć. Nie jest łatwym zmierzenie samookłamywania się ludzi, bo nawet gdyby chcieli wziąć udział w takim badaniu, czy byliby gotowi przyznać, co jest prawdą, a co nie?
Jednak jeśli chodzi o poziom stresu, jego wpływ na zdrowie, odsetek młodych ludzi z zaniżonym wyraźnie poczuciem wartości oraz wpływ samooceny na to, jak odbierają nas inni, to TAK ZDECYDOWANIE, takie badania istnieją i były prowadzone w setkach.
Badania nad medytacją uważności, treningiem mindfulness również były prowadzone bardzo licznie i sporo jest odniesień w książkach Jona Kabata Zinna, które również służą za inspirację do tego szkolenia. Uważność oznacza bowiem bycie tu i teraz, w odróżnieniu od tonięcia we własnych narracjach.
Moduły o błędach poznawczych i zasobach kognitywnych bazują prawie wyłącznie na przykładach z badań. Pojęcia mechanizm obronny (jak i ich przykładów) używam zgodnie z między innymi podręcznikiem psychologii klinicznej dla studentów tegoż kierunku.
Teorie związane z budowaniem własnej narracji i życiem w opowieściach (nieważne, czy zgodnych z prawda, byle spójnych) są nie tylko przedmiotem opisu autorów takich jak Eckhart Tolle czy Anthony De Mello (które ewidentnie nie są książkami naukowymi, co nie znaczy, że nie mają wartości). O narracjach pisze między innymi noblista z ekonomii, Daniel Kahneman.
Nic podobnego się nie stanie, ponieważ aby zobaczyć słuszność paradygmatu nierzadko trzeba porzucić narracje, których broniło się od lat, niejako zaprzeczyć sobie samemu. Dlatego jest to trudne i nawet jeśli ktoś to zrobi, to nie będzie wyzwaniem łatwym przekonanie do tego innych.
Po drugie, ludzie, którzy zrozumieli pewne kwestie związane z ego i mechanizmami obronnymi, wcale nie są od nich (automatycznie) wolni i niekiedy (nadal) zwracają innym uwagę w niewłaściwy sposób. Mogą nawet mówić o słusznych z punktu widzenia merytorycznego rzeczach, ale to płynie z niewłaściwego miejsca. Nie chodzi im o to, by inni poszukali właściwej sobie prawdy, ale by przyjęli ich prawdę.
Nawet w środowiskach duchowych dalej zdarzają się sytuacje, kiedy duchowe wezwania, godne pochwały rekomendacje wykorzystywane są jako narzędzie do pokazania wyższego statusu osoby pouczającej, a to zaprzecza sensowi tych rekomendacji.
Całe szkolenie o tym jest tak zaprojektowane, by Ci to jak najbardziej namacalnie pokazać, a także zaproponować rozwiązania. Jednak postaram się najkrócej jak to możliwe przedstawić ciąg przyczynowo-skutkowy.
Jako że żyjemy w społeczeństwie, które uczy nas wypierania (i tłumienia oraz ucieczki od) emocji, to te emocje się w nas kumulują. To dzieje się od skali masowej (np. masowe tłumienie seksualności kobiet lub podważanie poczucia wartości u mężczyzn) aż po skalę mikro (np. ktoś odczuwa emocje w stosunku do nielubianego kolegi, ale wyraża je w sposób toksyczny lub nie wyraża wcale, tłumi). Skumulowane emocje, zwykle niosące ładunek poczucia winy, wstydu i frustracji, które przykrywa powierzchowna złość, co pewien czas domagają się uwolnienia.
Uczucia te mogą być potęgowane, albo wręcz zapoczątkowane w dzieciństwie, gdzie odbieraliśmy świat zupełnie inaczej, a następujące w tym czasie zranienia (jeśli nieuzdrowione) potrafią towarzyszyć nam przez lata. Jednak aspekt dzieciństwa i pracy z nim nie wchodzi, poza drobnymi aspektami w zakres szkolenia “The Paradigm”, ale jest intensywnie eksplorowany na drugim w ścieżce szkoleniu “Liberation”.
Gdy emocje domagają się uwolnienia, reagujemy nieadekwatnie do sytuacji, stale jesteśmy podminowani. Proste czynności mogą uwolnić poczucie gorszości w ogromnej skali, a tego zwykle chcemy uniknąć.
Tutaj krzyżują się aspekty mentalne i ekonomiczne. Społeczeństwo proponuje nam rozwiązania naszego problemu gorszości i nieuwolnionych emocji poprzez konsumowanie większej ilości towarów (metaforyczne) oraz kupowanie atrybutów, które mają pokazać nasz status. Tak prezentowany wizerunek, spotęgowany siłą social mediów, może mieć oczywiście cele praktyczne, np. promocję biznesu. Jednak niejednokrotnie ma cel inny – zapewnienie nam substytutu zdrowego poczucia wartości (ego).
Zarówno sprzedający, jak i kupujący milczą w tej kwestii, bo nikomu nie jest na rękę ujawnienie powodów dla których sprzedaje się lub kupuje. Sprzedający nie czułby się dobrze, gdyby sprzedawał substytut pewności siebie, a kupujący, gdyby jawnie po ten substytut sięgał. Dlatego obie grupy pozostają w milczeniu, twierdząc, że sprzedają praktyczne dobra użytkowe.
Oczywiście nie chodzi o to, by twierdzić, że kupienie bułki w sklepie albo przejażdżka samochodem ma zawsze na celu tłumienie… Faktycznie, często używamy samochodu, by przemieścić się z miejsca na miejsce, a nie aby cokolwiek tłumić. Wystarczy jednak spojrzeć na reklamy telewizyjne różnych produktów, aby zrozumieć o czym mówię. Warto w szczególności zwrócić uwagę na różnice między przekazem werbalnym (dobro użytkowe), a niewerbalnym, czyli tym z czym dane dobro jest w reklamie kojarzone (prestiż, szacunek, idylliczna doskonałość) aby najlepiej uchwycić ideę.
W dodatku ktoś mógłby powiedzieć, że sugeruję jakąś tajemniczą, spiskową zmowę pomiędzy ogólnie pojętymi sprzedającymi a kupującymi. Nie ma jednak potrzeby wprowadzać tutaj żadnej zmowy, ponieważ samo milczenie z obu stron wystarczy, aby zachować pozory, o jakich mówię. Ponieważ milczenie jest jednym i drugim na rękę, co też wyjaśniłem, nie ma konieczności zmowy. Można to wyjaśnić na gruncie prostej teorii gier, sięganie po jakiekolwiek teorie spiskowe jest zupełnie niepotrzebne.
W takiej sytuacji mamy do bronienia nie tylko emocje, których nie chcemy odczuwać, ale także ogromną narrację, która powstała, by nas przed tymi uczuciami chronić. Ponieważ narracja ta jest pełna uproszczeń i niespójności, łatwo jest innym ją zaatakować, a my traktujemy taki atak, jako atak na nas. Dlatego pozornie proste i niewinne komentarze możemy odbierać jako ataki zgodnie z przysłowiem ‘uderz w stół, a nożyce się odezwą’.
Co więcej, chciałbym wyraźnie zaznaczyć swoją perspektywę: zniekształcenia percepcji i życie w historiach nie są jakimś tam powodem, który utrudnia nam odczuwanie zdrowego poczucia wartości. One są powodem absolutnie głównym.
Znów, kolejny raz wskazuję na to, że cały program “The Paradigm” powstał tak, by jak najlepiej właśnie na to pytanie odpowiedzieć.
Aby podejść holistycznie, trzeba zrozumieć strukturę na głębokim poziomie, zobaczyć związki przyczynowo-skutkowe. Poznać, co się tutaj dokładnie stało, aby mieć narzędzia do pracy ze sobą. Dlatego projekt trwa aż 4 dni (być może w wersji skróconej 3). Każdy dzień jest poświęcony jednemu zagadnieniu, ale to zagadnienie jest omawiane ze wszystkich stron.
W pierwszym dniu chcemy jak najdokładniej zdefiniować problem, pokazać możliwe korzyści z rozwiązania go, a także przeanalizować nieskuteczne próby.
W dniu drugim pokażemy sobie dokładnie, dlaczego nie jesteśmy racjonalni w wielu obszarach życia, mimo iż wydaje nam się dokładnie odwrotnie. I nie będzie tu teorii spiskowej. Ba! My omówimy również to jak TE SAME zniekształcenia, które tworzą społeczny matrix, tworzą również środowiska, które odjechały za daleko – teorie spiskowe.
W dniu trzecim zrobimy prawdziwą rewolucję – z dużym prawdopodobieństwem przeżyjesz szok, kiedy zrozumiesz jak bardzo mechanizmy obronne, narracje i nasze własne prowokacje kumulują się, oddalając nas tym samym od rzeczywistości. A to wszystko osadzone jest w nieustannym wpływie programowania społecznego. Ten dzień może pozostawić Cię z głodem rozwiązania.
Dnia czwartego pomost między niechęcią odczuwania emocji, a wszystkimi problemami omawianymi wcześniej stanie się jasny. Rozumiejąc dokładnie strukturę problemu, przejdziemy do rozwiązania – sposobów na świadome życie i budowanie autentyczności i zdrowej samooceny.
To trudne do wyjaśnienia, ale postaram się. Na każdy problem możemy spojrzeć z wielu perspektyw. Np. z perspektywy teorii gier, ewolucji, duchowości itd. Często jednak te perspektywy są nam dostępne WYŁĄCZNIE LOGICZNIE. Możemy w różnych sytuacjach sobie powiedzieć “trzeba go zrozumieć, zachował się zgodnie z tym, co dla niego korzystne” albo “co to jest naprzeciw nieskończoności” albo “skup się na drobnych rzeczach, za które możesz być wdzięczny”. Co z tego jednak, że logicznie to powiemy, skoro nie reagujemy według takiej perspektywy.
Poszerzenie perspektywy sprawia natomiast, że spojrzenie w taki, nieco odmienny sposób staje się nie tylko realne, ale wręcz naturalne. Sami łapiemy się na postrzeganiu rzeczywistości w nowy, inny sposób. Niesie od nie tylko mniej stresy, ale także to, co nazywamy wyzwoleniem.
Plan wydarzenia
Czego dowiesz się KONKRETNIE na szkoleniu “The Paradigm”
- Postawienie problemu – dlaczego poczucie wartości tak silnie na nas oddziałuje
- Dlaczego proste rozwiązania rozwojowe nie działają
- Jak powstaje i ewoluuje przekonanie
- Status i testy spójności – w jaki sposób na podstawie poczucia wartości określany jest nasz status
- Rola spójności w tym, jak jesteśmy postrzegani – dlaczego “bycie obojętnym”, wolnym od pewnych rzeczy jest postawą, którą jest niezmiernie trudno udawać i dlaczego jest w związku z tym niesamowicie cenna
- Stan edukacji i informacji w społeczeństwie z perspektywy teorii gier – jak dobrze jesteśmy wyedukowani w zakresie weryfikacji prawdy/fałszu, a jak dobrze w sferze emocji
- Technobańka. Zaufanie społeczne – jak bardzo sami coś sprawdzamy, a jak bardzo polegamy na innych
- Zasoby kognitywne i samodyscyplina – w jaki sposób działa zdolność do użycia silnej woli
- Ograniczenia silnej woli – gdzie się zawala i jak wykorzystują to inni
- Błędy poznawcze – jak to się dzieje, że postrzegamy świat innym, niż on jest
- Mechanizmy obronne – jak zniekształcamy percepcję, by czuć się lepiej
- Pętle i uzależnienia – w jaki sposób różne elementy wchodzą ze sobą w interakcję i tworzą zapętlenia, z których trudno wyjść
- Konflikty wewnętrzne – jak to się dzieje, że wiemy co jest dobre, a musimy się do tego zdyscyplinować
- Metody warunkowania społecznego w mediach
- Metody warunkowania w rodzinie
- Metody warunkowania w szkole i pracy
- Jak społeczeństwo uczy wypierania emocji
- Kumulowanie się mechanizmów obronnych
- Narastająca narracja wokół mechanizmów obronnych
- Narastający ładunek emocjonalny wokół mechanizmów obronnych
- Praktyczne działania jako skutek i zarazem przyczyna narracji – cykl sprzężenia zwrotnego
- Czym jest silny stan emocjonalny i jak do niego dążyć (jak odnaleźć się w oku cyklonu)
- Czym jest ego
- Tolerancja dla sprzecznych uczuć i niejednoznaczności jako rozwiązanie dla ego
- Na czym polega utożsamienie się z myślą
- Na czym polega medytacja
- Jak zdrowa samoocena pozwoli poradzić sobie z ego
- Macierz świadomości i akceptacji
- Droga w kierunku wolności
* Cytaty pochodzą z książki "New Earth" autorstwa Eckharta Tolle
Czy to wydarzenie jest dla mnie?
To szkolenie jest w szczególności dla Ciebie, jeśli chcesz:
- Uzyskać głęboką pewność siebie i zdrową samoocenę bazującą na wewnętrznej integralności, a nie płytkich afirmacjach
- Uzyskać zdrową samoocenę niezależną od tego, jak wyglądasz albo ile zarabiasz
- Uzyskać wolność od przywiązania do rezultatu
- Wyzwolić się od wpływu programowania społecznego
- Lubić siebie, niezależnie od tego, czy Ci wychodzi czy nie
- Zyskać większą otwartość i charyzmę w relacjach
- Zwiększyć swój poziom codziennej akceptacji
- Rozwikłać szkodliwe dla Ciebie schematy zachowań i nawyki
- Rozwiązywać konflikty, zanim one jeszcze powstaną
- Brać wartość informacyjną z feedbacku w taki sposób, by nie bolała Cię jego część emocjonalna
- Czuć się ugruntowany, nawet jeśli się z Ciebie śmieją, albo nie masz wartości socjalnej i w ten sposób tę wartość automatycznie zbudować
- Iść swoją ścieżką, mimo dezaprobaty innych
- Olać społeczne wymagania, aby robić to co kochasz
- Komunikować się z poziomu partnerskiego, bez ukrytej uległości albo dominacji
To szkolenie nie jest dla Ciebie, jeśli chcesz:
- Uzyskać pewność siebie bez względu na to, czy żyjesz zgodnie z własnymi wartościami
- Uzyskać syndrom Boga
- Umieć poderwać po nim każdą dziewczynę/chłopaka
- Czuć się dzięki niemu lepszym od innych
- Posiąść magiczne moce, którymi będziesz się popisywał przed kolegami
- Usilnie unikać zagłębienia się w siebie i swoje potrzeby
- Nauczyć się manipulować innymi, aby poczuć się lepiej
- Iść na szkolenie tylko po to, żeby nauczyć się trzymać wysoki status
Najczęściej zadawane pytania
Wypełnij formularz, krótko (w 2-3 zdaniach) opisując problem, nad którym chcesz popracować. Ja odpiszę do Ciebie maila z proponowanymi terminami.Spotkania odbywają się domyślnie na Zoomie, ale jeśli wolisz może to być Messenger / Skype.
Opisz proszę temat w formularzu. Jeśli stwierdzę, że nie znam się na danej dziedzinie lub z innych powodów nie mogę Ci pomóc – poinformuje Cię o tym. Być może zaproponuję pomoc kogoś innego (ale rzecz jasna Ty zdecydujesz czy za tą propozycją pójść).
Zgłoś proszę chęć uczestnictwa przez maila lub formularz. Jeśli spontanicznie zbierze się grupa chętnych, mogę zorganizować dodatkowy termin. Do uczestnictwa w szkoleniach “Liberation”, “Real Impact” oraz “Mental Toughness” wysoce rekomenduję wcześniejsze uczestnictwo w “The Paradigm”, bo treści będą się odwoływały do założeń z tego, bazowego szkolenia.

